Grzegorz Zalewski

2010-03-15 9:50

Konsekwencja to moje drugie imię

“Maciek, ja tylko żartowałem

Gdy tobie z sobą iść kazałem

Tam nie było żadnych pieniędzy

Była nędza, nic więcej”

Kazik

„Maciej  Duda, prezes PKM Duda

„Nie korzystaliśmy z opcji walutowych. Możemy za to pochwalić całkiem dobrą rentownością naszego eksportów. Szczególnie opłacalny jest rynek dalekiego wschodu””

Puls Biznesu 17.12.2008

Maciej Duda:

“Opcje do zabezpieczania zmian kursu stosowaliśmy od 2003 r. Przez pięć lat się nie myliliśmy i zarabialiśmy po kilka milionów złotych rocznie.”

[...]

“Rynek o opcjach poinformowaliśmy tak szybko, jak mieliśmy pełne dane o skutkach finansowych. Wypowiedź w „Pulsie Biznesu”… mówiłem o tym, że nie spekulowaliśmy na opcjach. Nie jestem finansistą, w tamtej chwili nie wiedziałem, że opcje są tak bardzo niebezpieczne. Pewnie lepiej gdybym się wstrzymał z wypowiedzią”

Puls biznesu, 15.03.2010 (dziś)

***

Pytanie konkursowe:

W którym roku i jaki tytuł przyznawany przez Ernst & Young otrzymał Maciej Duda?

Na odpowiedzi czekamy pod adresem makler@bossa.pl

2010-03-10 9:30

Szczęście czy umiejętności?

Wyobraźcie sobie Państwo następującą sytuację. Jako towarzystwo funduszy inwestycyjnych macie w ofercie fundusz akcji, który w trakcie ostatnich trzech lat miał największe obsunięcie w dotychczasowej ośmioletniej historii, które wyniosło – 68,8% według danych miesiąc do miesiąca (69,9% liczone na podstawie danych dziennych).

Dla osób niezorientowanych maksymalne obsunięcie, to jedna z popularnych miar ryzyka, mówiąca o tym ile w dotychczasowej historii, dana inwestycja najwięcej straciła. W uproszczeniu możemy ją nazwać miarą największego pechowca.

W tym samym czasie, kiedy nastąpiło owo obsunięcie rynek liczony dwoma głównymi indeksami, czyli WIGiem i WIG-iem20 spadł odrobinę mniej. Fundusz wciąż znajduje się w trakcie owego obsunięcia, czyli nadal jest poniżej swojej rekordowej wyceny. Do końca lutego, czyli po blisko trzech latach ów największy pechowiec ma około 43 procent straty na swojej inwestycji.

W 2009 roku zysk z funduszu wyniósł imponujące 43,9%, zaś od marca 2009 do końca 2009 roku jeszcze bardziej imponujące 81,68% (w tym samym czasie WIG wzrósł 83%, zaś WIG20 73 %).

Postawcie się w roli marketingowców tego funduszu. Z jednej strony fajnie byłoby popisać się bardzo wysokimi stopami zwrotu, ale może lepiej nie rozdrażniać pechowców, którzy mieli nieprzyjemność nabyć jednostki w okresie największego boomu, czyli w połowie 2007 roku.

Ale zaraz, zaraz. W ofercie mamy dwa fundusze wprowadzone na wiosnę 2008 roku. Co prawda spadły w międzyczasie, po około 40%, ale oba dzięki niezłej koniunkturze na rynku odrobiły straty w 2009 roku i są wyżej niż w momencie startu. Nie ma więc w nich pechowców. Może więc warto je pokazać opinii publicznej, zwłaszcza, że jeden z nich wzrósł w 2009 roku 83,3%, a drugi 78,9%. Jasne tak należy zrobić. Zapomnijmy na jakieś pięć lat o pierwszym, skupmy się na dwóch ostatnich.

Takie refleksje naszły mnie, gdy trafiłem przypadkiem na blog Aviva Investors Poland.

Przypadkiem, gdyż czytając forum na gazeta.pl (dyskusja dotyczyła bodaj solenia dróg zimą) kilknąłem na link w sygnaturce jednego z użytkowników, który mnie zaintrygował „małe spółki – roczna stopa zwrotu 83,3%”. „Oho” – pomyślałem sobie – „zaczyna się”. Myślałem, że trafię na blog, jakiegoś młodego stażem inwestora lub oferującego fundusze, który powielając schemat znany od lat, właśnie będzie się ekscytował możliwościami, jakie oferuje ten rodzaj funduszy.

Tymczasem trafiam na blog korporacyjny, i notkę pod wdzięcznym tytułem „Dlaczego właśnie się nam udało

Każdy z Czytelników, może sam wyrobić sobie opinię o tym materiale. Mnie jednak cała notka zainspirowała do niniejszego tekstu. Bo co prawda autor dzieli się niby wątpliwościami, że może to jednak nie do końca w pełni nasze umiejętności (selekcja spółek i zaradność inwestycyjna), ale „bardziej obniżony poziom tych cech u konkurencji), ale generalnie to chyba raczej polityczna poprawność. Zwłaszcza, że nie pojawia się wątpliwość najprostsza „mieliśmy farta”.

Dlaczego odwołałem się do innego produktu, ano dlatego, że zarządzający funduszami, którym się udało, czyli Małych Spółek oraz Nowych Spółek zarządzają również funduszem Polskich akcji, który wyniki ma właśnie takie jak przedstawiłem na początku tekstu. Czyżby więc w jego przypadku nie zaistniała zaradność inwestycyjna i selekcja spółek?

Wykres funduszu Aviva Investors Polskich  Akcji oraz obsunięcia

Aviva Investors Polskich Akcji

Aviva Investors Polskich Akcji - obsunięcie

***

Pytanie konkursowe: Wymień członków REIŁI?

Na odpowiedzi czekamy pod adresem makler@bossa.pl

2010-03-04 13:10

Poekscytujmy się nowymi (prawie) grubasami

Od momentu, gdy z codziennych raportów publikowanych przez GPW dotyczących koncentracji na rynku kontraktów terminowych, zniknął grubas zniknął też jeden (a może wiele) argumentów wyjaśniających, że właśnie rośnie albo spadnie. Może więc spróbujmy wykreować modę na nowych grubasów ;) Część dziennikarzy będzie miała powody do zadowolenia, bo zawsze będzie można węszyć jakiś spisek, dodatkowo zaś dojdzie nowy argument tłumaczący, że oto wzrosło (albo spadło).

A teraz przez chwilę poważnie. Nasz rynek staje się powoli częścią rynków globalnych. To znaczy był zawsze, ale zaczyna być zauważany coraz to w nowych kręgach inwestorów i instytucji. Przekłada się to na wzrost obrotów, pewne zachowania rynkowe i wiele, wiele innych rzeczy. Ów wzrost zainteresowania Polską jest również pochodną wyników gospodarczych w dobie globalnego kryzysu. Dostrzegają to na przykład twórcy ETF-ów, czyli specyficznych funduszy inwestycyjnych, kierowanych bardzo często do indywidualnych graczy. Jedna z takich firm Van Eck w listopadzie ubiegłego roku uruchomiła Poland ETF. Od momentu uruchomienia robiła na mnie kampania informacyjna. Baner na stronie głównej firmy. Reklamówki opisujące fantastyczne perspektywy inwestowania w “Polskę” na stronie firmy. Oprócz tego informacje o wprowadzeniu tych ETF-ów pod koniec roku na niemal wszystkich ważniejszych serwisach internetowych.

Całość znajdziecie Państwo na  stronach www.vaneck.com/plnd

Ja pozwolę sobie zamieścić tylko zestaw liczb, które chyba nie są dostępne już w tej chwili. Firma publikuje na bieżąco stan swojego portfela. Aktywa na początku grudnia wynosiły 2,4 mln $ y po trzech miesiącach wzrosnąć do 17,3 mln $. Nie jest to kwota imponująca (nie na tyle, żeby mówić “grubas”), ale dynamika robi wrażenie.

Poniżej tabela podsumowująca zmiany aktywów na koniec grudnia, stycznia i lutego.

aktywa Van Eck PLND

Drugi potencjalny “grubas” działa w segmencie rynku, którym mało kto się interesuje. Jeśli pojawiają się komentarze o nim to w kontekście “nic się tam nie dzieje. Zupełnie się nie rozwija”. Ten segment to rynek opcji.

Do Państwa interpretacji pozostawiam drugą tabelę. Czyli zestaw transakcji pakietowych (wielkość transakcji oraz data) na rynku opcji na WIG20, od początku roku.

opcje_pakietowki

***

Pytanie konkursowe: Z jakim internetowym biznesem związani byli przed laty założyciele notowanej na New Connect firmy Veno.

Na odpowiedzi czekamy pod adresem makler@bossa.pl, Regulamin konkursu

2010-02-17 8:50

Gdzie oni są, ci moi wszyscy przyjaciele…

Jakoś brakuje mi analiz, co na pewno zrobił grubas  :)

Tych wszystkich rozważań, że na pewno załamie sie rynek. Albo nie załamie. Czyżby nikt nie zauważył?

2010-02-09 13:50

Deja vu (7)

Być może niewiele osób pamięta wypowiedziane podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Związek Artystów Scen Polskich słowa prezesa ZASP Olgierda Łukaszewicza “Jesteśmy artystami nie znamy się na pieniądzach”. Chodziło o to, że ZASP stracił na inwestycji w krótkoterminowe papiery upadającej Stoczni Szczecińskiej około 9 mln PLN (przy rocznym budżecie organizacji w wysokości 7 mln PLN).

Odpowiedzialny za transakcję był wcześniejszy prezes ZASP Kazimierz Kaczor, który przy okazji rozmów z mediami powiedział, że papiery były kupowane od kilku lat i zawsze przynosiły zyski.

To niemal klasyczny schemat, że podczas długotrwałej hossy na jakimś rynku garną się do niego laicy, do których nie przemawia w żaden sposób argument, że rynki rosną i spadają. Słynne “tym razem będzie inaczej” słyszałem z ust wielu początkujących (i nie tylko) graczy, przy okazji niemal każdego z ważniejszych szczytów na długorosnących rynkach akcji. Nasze firmy, które zaangażowały się w transakcje opcyjne w 2006 i 2007 roku też nie wierzyły, że wartość złotego kiedykolwiek spadnie.

Po kilku latach od strat poniesionych przez ZASP, artyści “dostali” z innej strony. Puls biznesu ujawnił, że tym razem ZAIKS - organizacja zarządzająca prawami autorskimi twórców stracił około 16 mln zł. “Winnym” tym razem była lokata dolarowa.

Ciekawe jak dalej potoczy się sprawa. Tym razem przedstawiciele organizacji nie mogą się tłumaczyć, że nie znają się na pieniądzach. Wręcz przeciwnie. Interesujące więc może być poszukiwanie winnego.

Więcej deja vu:

http://blogi.bossa.pl/?s=deja+vu

2010-01-25 20:50

Lektura obowiązkowa

Niewiele jest książek o naszym rynku pisanych z perspektywy osób, które brały udział w istotnych wydarzeniach. Gdy kilka miesięcy temu zobaczyłem reklamę książki „Rosja, ropa, polityka” Igora Chalupca i Cezarego Filipowicza wiedziałem, że muszę ją przeczytać. Co więcej wiązałem z nią spore nadzieje, choć obarczone sporymi obawami.

Głównym autorem (jak również narratorem) jest Igor Chalupec - były prezes PKN Orlen, z czasów, gdy firma zaangażowana była w transakcję przejęcia litewskich Możejek.

Czytelnicy pewnie pamiętają „wydarzenia” wokół tego przejęcia. Podchody Rosjan, pożar w rafinerii tuż przed zakończeniem transakcji, plus zaangażowanie polskich polityków w odwołanie lub utrzymanie na stanowisku Igora Chalupca. Wiele z tych informacji musiało mieć wyłącznie wymiar newsa, więc nie było zbyt pogłębione. Mnóstwa rzeczy nie było wiadomo - PKN jest spółką publiczną, do tego przy transakcji tego tylu oczywiste jest, że nie ujawnia się wszystkiego. Stąd moje ogromne nadzieje na to, że książka pisana przez samego prezesa firmy będzie obfitować w szczegóły tego przedsięwzięcia.

A równocześnie obawa, czy fantastyczny temat nie zostanie zmarnowany - opisem faktów znanych przez wszystkich, a przede wszystkim niezbyt ciekawym podaniem tematu.

Książkę mam już od dawna, dzięki Adamowi Stańczakowi, który pierwszy dla Państwa ją opisał (bardzo zdawkowo). I przyznam, że czas czytania dłużył mi się ogromnie podczas czytania pierwszych stu stron (czyli ¼ całości). Choć rozumiem, że całe tło gospodarcze, polityczne oraz historyczne powinno być w tego rodzaju książkach przybliżone, to podane było w niezbyt strawnym stylu.

Na pewno nie była to tak porywająca lektura jak „Nafta, władza, pieniądze” Yergina.

Do tego dziwny zamysł, by tekst ozdobić długimi przypisami, ciągnącymi się nierzadko przez dwie strony, oraz dodawanie bardzo częste apli z dodatkowymi tekstami, które dzieliły główny materiał powodował, że lektura była dla mnie coraz większym koszmarem.

Aż wreszcie po bodaj trzech miesiącach doszedłem do opisu samej transakcji. Cóż, napiszę tylko, że na pozostałe ¾ książki wystarczyło zaledwie kilka dni (z dość intensywnymi innymi zajęciami). Z nawiązką wynagrodziło to męczarnie z pierwszej części.

Sensacja najwyższej jakości - tak można banalnymi trzema słowami opisać to w czym przyszło wziąć udział Igorowi Chalupcowi. Morderczy wyścig z czasem o dopięcie transakcji, mnóstwo zwrotów akcji, a nad tym wszystkim świadomość głównego koordynatora transakcji, czyli właśnie prezesa Chalupca, że polscy politycy mogą go odwołać niemal w każdej chwili. Ot tak, dla kaprysu. Gdyby nie świadomość, że w Polsce raczej się nie znajdzie amator takiego pomysłu, mógłby na tej podstawie powstać fantastyczny film sensacyjny.

Wiadomo, że tego rodzaju wspomnienia są bardzo subiektywne i autorzy lubią się wybielać. Jednak z ogromnym taktem opisana jest polska polityczna rzeczywistość. Właściwie jej tam nie ma. Dla mnie „najmocniejszą” sceną polityczną jest koncert galowy z okazji przejęcia i zachowanie polskiego premiera, skontrastowane z zachowaniem najważniejszego „przeciwnika, czyli syndyka Jukosu (celowo nie opisuję szczegółów, żeby pozostawić Państwu tę przyjemność).

A już opis działań po dopięciu transakcji, czyli jak traktować pracowników przejmowanej firmy czyta się jak bajkę, a równocześnie wskazówki, jak powinno to wyglądać (chciałbym szczerze wierzyć, że Chalupec naprawdę jest takim prezesem).

Krótko mówiąc - polecam ogromnie

2010-01-22 7:10

Brawo KNF

Jeszcze za czasów poprzedniego szefa KNF - Jacka Sochy zdarzało mi się spierać z przedstawicielami nadzoru o nadmierne regulacje na polskim rynku kapitałowym. Regulacje dotyczące świadczenia usług doradczych (skutkujących brakiem małych niezależnych firm i zespołów analitycznych), zarządzania portfelem (skutkujących brakiem małych firm lub organizacji zarządzających ograniczonych np. do majątku własnej rodziny lub grupy znajomych). Bardzo często słyszałem - również od przewodniczącego J. Sochy, że to wszystko dlatego, że trzeba pilnować, by klienci nie stracili pieniędzy w wyniku „nierozsądnych decyzji”. Pamiętam, że na jednej z debat w 2003 roku, po tym argumencie zapytałem przewodniczącego, czemu trzeba dbać o to, by np. moja mama nie zainwestowała głupio i nie straciła pieniędzy, ale nikt się nie przejmuje tym, że trafi np. na nierzetelnego dewelopera, który i nie zbuduje mieszkania i nie odda wpłaconych zaliczek.

Powoływałem się wtedy na przykład amerykańskiego nadzoru - SEC, który na swoich stronach internetowych w części edukacyjnej nie bał się zamieścić materiałów o tym, czym są fundusze inwestycyjne zaczynając to tekstem „Inwestorze pamiętaj, że głównym celem firmy inwestycyjnej jest zarabiać pieniądze - w pierwszym rzędzie dla siebie”. CFTC - nadzór nad giełdami towarowymi publikował wówczas duży materiał „Jak unikać oszustw na rynkach”, w którym zwracał uwagę na pewne zjawiska istniejące na rynkach i uczulał na nie (naciąganie na usługi przez telefon, brak konkretów, obietnice super zysków), a całość była podsumowana zdaniem „Pamiętaj to są Twoje pieniądze, my nie możemy ich pilnować, ale możemy Ci pomóc”.

Dlatego, to co wczoraj zrobił KNF, publikując komunikat o “inwestowaniu w nazwiska” jest fantastycznym działaniem. Ludzie muszą mieć świadomość tego, że są odpowiedzialni za własne inwestycje finansowe, ale warto uczulić ich na pewne zjawiska. Jeśli ktoś obiecuje Ci, że zarobi na FX 1000% w rok, to zastanów się, gdzie są tacy, co mają tak zbudowane majątki. Jeśli główny akcjonariusz firmy lub nowy właściciel opowiada w wywiadach i wypowiedziach dla prasy, że jego spółka „zamierza”, „planuje”, „nie wyklucza” - to na razie jest to wyłącznie język obietnic. Jeśli fundusz inwestycyjny w reklamach pisze, o osiągnięciu 100% w ostatnim roku, nie wspominając nawet słowem, że kilka lat wcześniej stracił 30-40% to jest to manipulowanie informacją.

KNF powinien oczywiście wypełniać swoje obowiązki, czyli między innymi ścigać przestępstwa i nadużycia na rynku kapitałowym. Niestety rynki się wciąż rozwijają, niektóre działania jego uczestników nie muszą być przestępstwem, choć mogą być obliczone na zdobycie szybkiej i łatwej kasy poprzez działania co najmniej wątpliwe etycznie, dlatego tego typu wskazówki ze strony nadzorcy są niesłychanie potrzebne.

Wiem, że przedstawiciele urzędu czytają blogi.bossa.pl, więc mam tylko jedną sugestię. Zbierzcie w jednym miejscu tego typu „zalecenia”, żeby początkującym inwestorom łatwo było je znaleźć (czyli trochę lepiej pokażcie to na stronach WWW), bo tego typu akcje będą wyłącznie jednorazowym „przypominaczem”. Tak jak to miało miejsce z kampanią medialną (wykupienie całych stron reklamy w gazetach) dotyczącą czytania wyników i reklam funduszy inwestycyjnych. Wiem, że był ten materiał również opublikowany na stronach urzędu, ale nie jestem w stanie go znaleźć

2010-01-20 10:30

Jak zdobyć 2,5% rynku w miesiąc

Bardzo się cieszę, że miałem wpływ na działania mojego brokera, który podjął decyzję o wejściu w niedoceniany segment, czyli maklerskie IKE (oczywiście wolę sobie przypisać większe zasługi, niż pewnie było to w rzeczywistości; niemniej stale zawracałem głowę o to z uwagi na mój egoistyczny interes).

Być może DM BOŚ zrobił to nieco za późno, faktem jest, że w ciągu miesiąca od startu 269 klientów otworzyło rachunki tego typu (stan na 31 grudnia 2009).

Odnosząc to do liczby rachunków na koniec I półrocza 2009 stanowi to 2,5% rynku. Naturalnie pewnie inni brokerzy też pozyskali klientów, więc gdy KNF opublikuje statystyki za II półrocze 2009, poznamy szczegółową wartość. Ale jest to sukces.

Wielkość wpłat potwierdza to o czym rozmawialiśmy w kuluarach i o czym pisałem kilka miesięcy temu. Jest to oferta dla świadomych graczy/inwestorów/spekulantów, którzy z dużą pewnością próbują wykorzystać  potencjalne „zwolnienie podatkowe” przy inwestycji w akcje lub obligacje bez praktycznie żadnych niemiłych konsekwencji i uciążliwości. A dodatkowo faktycznie może pomóc w zbudowaniu własnego planu emerytalnego.

Średnia wielkość rachunku na koniec grudnia to 7 135 PLN. Czyli nieco mniej niż dopuszczalny limit w 2009 roku ale niemal dwa razy więcej, niż wyniosła średnia wpłata na ten rodzaj rachunków w I półroczu 2009 w innych biurach maklerskich(4 567 PLN). Aż 37% klientów wykorzystało maksymalny limit wpłaty.

Najwięcej rachunków otworzyli inwestorzy w przedziale wiekowym 30-40 lat (32% całości) oraz 40-50 lat (27,51%)

Przez kilka kolejnych dni stycznia rachunków wciąż przybywało. Prawdopodobnie powtórzył się schemat z ubiegłego roku, gdy wykorzystując jeszcze w grudniu limit przysługujący na 2008 rok oraz wpłacając już w 2009 pełną kwotę dopuszczalną w tym roku, można było rozpocząć rok niespodziewanej hossy z kwotą 13 634 PLN. Czy to dużo czy mało, każdy musi ocenić sam. Po wykorzystaniu pełnej kwoty w pierwszych dniach stycznia 2009 kwota wpłat na ten rachunek powinna wynieść 23 213 PLN.

Wszystkim, którzy zdecydowali się wybrać tę opcję pozostaje tylko życzyć systematycznego wzrostu wartości rachunków i realizacji własnych planów.

***

Mam świadomość,  że tego rodzaju wpis będzie traktowany jako swoista autoreklama usłg DM BOŚ, ale mimo tego uważam, że po podniesieniu maksymalnego limitu wpłat do 3-krotności średniego wynagrodzenia, idea IKE (w tym maklerskiego, dla osób, które już działają na rynku akcji lub obligacji) jest niesłychanie atrakcyjna. Co więcej należy o niej jak najczęściej i jak najgłośniej mówić, w opozycji do różnego rodzaju “planów” emerytalnych (również w formie IKE), obciążonych dziesiątkami opłat i kosztów niewidocznych dla klientów.

2010-01-14 9:30

Efekty, które stwarzamy

„Nieskończona liczba Rzeczy szydzi z naszego umiłowania Ładu. Szukajcie - a znajdziecie; zawsze w końcu znajdziecie, jeżeli będziecie tylko dość żarliwie szukali, statystyka bowiem niczego nie wyklucza, czyni wszystko możliwym, jedynie mniej lub więcej prawdopodobnym. Historia zaś jest ziszczeniem się brownowskich ruchów, statystycznym tańcem cząstek, które nie przestają marzyć o innym doczesnym świecie.” Stanisław Lem

Rynek finansowy jest fantastyczny. Pozwala na tworzenie i udowadnianie, najbardziej nawet karkołomnych tez. Jeśli dysponuje się pomysłem, odpowiednim oprogramowaniem i cierpliwością można z dużym prawdopodobieństwem znaleźć takie dni w roku, w którym dotychczas ceny wyłącznie rosły. Można sprawdzać, jaki dzień daje najwyższy wzrost indeksów, zaś później ekscytować się że średnio czwartki wzrost indeksu WIG20 jest największy, bo wynosi 0,13%, choć dla praktycznego tradingu jest to wielkość, która nie ma najmniejszego znaczenia. Można tworzyć karkołomne tezy, w jaki sposób wydarzenia z pop-kultury dają nam informacje o zbliżających się krachach (moja dyskusja z Dapim), choć najczęściej łątwo jest znaleźć te związki po fakcie, niż przed faktem i wiele, wiele innych.

Możemy tworzyć różnego rodzaju efekty o wdzięcznych nazwach w tym „efekt Marka Twaina” (http://www.parkiet.com/artykul/7,877340.html), bo ktoś gdzieś kiedyś być może nie  zrozumiał intencji stwierdzenia autora słynącego z ironii: „Październik jest szczególnie niebezpiecznym miesiącem do spekulowania na giełdzie. Innymi takimi miesiącami są lipiec, styczeń, wrzesień, kwiecień, listopad, maj, marzec, czerwiec, grudzień, sierpień i luty.

W gruncie rzeczy część tendencji szerzących się wśród analityków nie różni się wiele od wiary w numerologię i to, że jeśli suma liczb daty urodzenia wynosi ileś tam, to definiuje to osobowość człowieka. W tych zabiegach przodują technicy, choć fundamentaliści oraz ekonomiści również mają swoje ulubione „horoskopy”.

Ostatnio w „zabawę” (jak przyznał sam autor) z liczbami zaangażował się Przemek Barankiewicz z Pb.pl, którego stary blog lubiłem czytać, z uwagi na rzadki na naszym rynku dociekliwy punkt widzenia. Tym razem auto wziął się po raz kolejny za próbę sprawdzenia, jak zachowanie akcji w styczniu jest skorelowane z zachowaniem rynku w całym roku.

Okazuje się, że pewną zależność widać, gdy pod uwagę weźmiemy cztery pierwsze sesje roku. W 13 przypadkach na 15 kierunek WIG był taki sam, jak w całym rozpoczętym roku.

Główne pytanie brzmi - dlaczego „cztery pierwsze sesje”? Nie zaś na przykład dwie. Czy cztery ma jakieś specjalne/ukryte znaczenie?

Swoje „badanie” autor rozpoczął od 1995 roku. W zasadzie czemu, skoro dane za pełny rok są dostępne od 1992 roku? Ciekawe czemu też nie zwrócił uwagi na fakt, że w 13 przypadkach na 15 również pierwsza sesja roku miała zgodny kierunek z późniejszą tendencją całoroczną. Oczywiście warto sprawdzić (i jestem przekonany, że autor to zrobił w celu potwierdzenia własnej tezy), jak to wyglądało na 2,3 i innych sesjach. No więc w okresie 1995-2008 po dwóch, trzech oraz pięciu sesjach w 12 przypadkach na 15 kierunek był taki sam. Uważacie, że statystycznie różnica między 12 a 13 przypadkami na 15 ma znaczenie? Po 10 sesjach kierunek potwierdził się w 11 przypadkach.

A jak to wygląda, gdy weźmiemy pod uwagę okres 1992-2008? Po jednej, dwóch, trzech, czterech, pięciu sesjach w 14 na 18 kierunek był zgodny. Po dziesięciu było to w 12 przypadkach, ale nie wykluczam (a pewnie nawet jest mocno prawdopodobne), że np. po 12, albo 44 sesjach też byłoby to 14 przypadków.

W sumie, gdyby ktoś zrobił podobne „badanie” po 2000 roku, to napisałby, że w 8 przypadkach na 9 po trzech sesjach określony jest kierunek na cały rok.

Dlaczego uważam, że autor „szukał” odpowiedniego potwierdzenia (tak jak analitycy techniczni szukają tylko tych dywergencji, które potwierdzają ich oczekiwania co do rynku). W jednym z lat w podanej tabeli pomylił wartość i „wziął” z kolumny obok - dla trzech dni (kierunek był ten sam, więc na wnioski to nie wpłynęło). Zdarza się to przy pracy z wieloma liczbami w arkuszach kalkulacyjnych i ich dalszym kopiowaniu i przenoszeniu.

Ponadto sam pamiętam, jak lata temu zachwycony podobnymi „zależnościami” i „korelacjami” zaczynałem pisać materiały pod założone tezy, a jeśli wyniki okazywały się odmienne od intuicyjnych oczekiwań, tezy „dopasowywałem” do wyników. Nie ze złej woli. W żadnym wypadku. Raczej było to coś na zasadzie zadziwienia - „o, to jeszcze ciekawsze”.

Ponieważ przez lata utrzymywałem się z pisania, to dla Czytelników nie bardzo obeznanych z tą częścią rzeczywistości mała uwaga - z całą pewnością więcej pieniędzy zarabia się na wierszówce o tego typu efektach, niż na próbach wykorzystania ich w realnym tradingu. ;)

Ale, żeby było jasne nie uważam, że nie warto tego typu rzeczy badać i opisywać. Uważam tylko, że trzeba to robić rzetelnie.

2010-01-13 10:00

Polacy nie odczuli kryzysu

Kilka dni temu gazeta.pl opublikowała wypowiedzi znanych ekonomistów, będących podsumowaniem minionego 2009 roku. Pytanie skierowane do poszczególnych rozmówców brzmiało: „Dlaczego Polska jest jedynym krajem w Europie, który w roku 2009 osiągnął wzrost, i jakie zjawiska w gospodarce w ostatnim roku najbardziej panów zaskoczyły?”

Pytanie dość precyzyjne. Jednak zaskoczyła mnie część odpowiedzi Krzysztofa Rybińskiego (poza tym, z czego jest znany jest również - pamiętajmy o tym - członkiem Rady Etyki i Ładu Informacyjnego, która miała stać na straży rzetelności wypowiedzi analityków)

Polska jest w porównaniu z Czechami i większością innych krajów Unii Europejskiej gospodarką mało otwartą. Stosunek obrotów handlowych do PKB w Czechach, na Słowacji, Węgrzech to około 160 proc., w Polsce - 80 proc. Światowa recesja doprowadziła do załamania się globalnego handlu. Nas to bolało dwa razy mniej niż inne kraje w regionie. Jesteśmy gospodarką dużo mniej “lewarowaną” niż czeska lub słowacka. Udział kredytów w PKB to jakieś 50 proc., w Czechach - około 80 proc. Złoty osłabił się nieporównanie bardziej niż korona czeska, co pozwoliło polskim eksporterom zachować, a nawet zwiększyć marże przy sprzedaży towarów za granicę, a tym samym mogli utrzymać zatrudnienie. Silna jest też w Polsce konsumpcja. Z diagnozy profesora Janusza Czapińskiego wynika, że Polacy kryzysu w ogóle nie dostrzegli.

Przytoczyłem całość, choć chodzi mi wyłącznie o ostatnie zdanie. O Diagnozie Społecznej i trapiących mnie wątpliwościach pisałem już wcześniej. Tym razem zastanawiam się, czy to ja mam problem z pewną logiką, czy członek REIŁI. To, że na podstawie danych statystycznych dotyczących konkretnego okresu omawia się zupełnie inny okres zdarza się - Analfabetyzm logiczny. Ale czasami chyba warto skupić się na wypowiadanych tezach.

Spróbujmy zastanowić się po kolei, dlaczego wniosek Krzysztofa Rybińskiego jest błędny.

Pytanie dziennikarza dotyczyło 2009 roku. Całość wypowiedzi ekonomisty jest dość ogólna i można powiedzieć, że dotyczy całego okresu „kryzysu”, czyli nie tylko 2009 roku, ale i 2008. Niemniej, nie jest to pewne, w kontekście całej rozmowy. Jest jasne, że podsumowujemy 2009 rok.

Wyniki badania Diagnoza Społeczna 2009 zostały opublikowane w październiku/listopadzie 2009. Sam ten fakt oraz wiedza o tym, w jaki sposób owo badanie jest robione (na jakiej liczbie respondentów) powinien prowadzić do zastanowienia się, kiedy badanie zostało przeprowadzone, żeby fizycznie możliwe była obróbka danych. Ze szczegółowych raportów i podsumowań wynika, że badanie miało miejsce w marcu 2009. Więc to raczej jest opis sytuacji badanych z roku poprzedniego. Wniosek, że w 2009 roku Polacy nie dostrzegli kryzysu, bo nie dostrzegali go w marcu tegoż roku, jest słabą konstrukcją myślową.