Nie tylko o swoje dochody z horrendalnego haraczu nakładanego na przymusowe składki od każdego z nas, ale również o umożliwienie inwestowania na zagranicznych rynkach. Ciekawe, że nie widzę zadawania przez dziennikarzy trudnych pytań dotyczących tych inwestycji, wszyscy idą ślepo za argumentacją OFE, że od tej pory “będziemy jeszcze bardziej efektywni”. Albo jeszcze inaczej: “gdybyśmy mogli inwestować za granicą, to dopiero byście zobaczyli”.
Najpierw kilka opinii cytowanych przez media (za PAP):
“Zdaniem prof. Teresy Wóycickiej z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR), “każde rozszerzenie palety możliwości inwestowania daje szansę znalezienia lepszych ofert, które przyniosą korzyść finansową ubezpieczonym”.”
“oczywiście potrzebny będzie rozsądek zarządzających funduszami emerytalnymi, aby nie dokonywali zagranicznych inwestycji pochopnie, nadmiernie ryzykując”. Pytania - co to znaczy “nadmiernie ryzykować” oraz w jaki sposób będzie limitowany “rozsądek zarządzających”.
Kolejna wypowiedź. Tym razem Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju:
“obowiązujący 5- procentowy limit inwestowania przez OFE za granicą był uzasadniony 10 lat temu, na początku obowiązywania nowego systemu emerytalnego; teraz stanowi on niepotrzebny hamulec dla zarządzających funduszami”
Dlaczego wówczas był uzasadniony, a teraz nie jest? Konkrety?
“Dziś takie ograniczenie w ogóle nie jest potrzebne. Gdyby go nie było, OFE mogłyby inwestować np. w rynki naszego regionu, np. państw bałtyckich, które przez długi czas miały wysokie stopy zwrotu, a to byłoby korzystne dla przyszłych emerytów”
Rozumiem, że ekspert z FOR reprezentuje tę grupę, która w symulacjach zakłada, że kupuje się wyłącznie na dołkach, a sprzedaje na górkach. Dla wiadomości Wiktora Wojciechowskiego sugerowałbym sprawdzić, jak wygląda zaangażowanie na naszym rynku akcji przez OFE - czy największe jest na dołkach, czy właśnie przy szczytach? Od razu podpowiem - jest dokładnie odwrotnie. I teraz pytanie do pana eksperta, skoro tak jest to dlaczego Pan zakłada, że zarządzający będą sobie lepiej radzili na rynkach, które znają mniej?
Z tego wynika odpowiedź na kolejne zdanie: “należy zaufać profesjonalistom zarządzającym funduszami emerytalnymi i dać im szansę, aby inwestowali pieniądze ubezpieczonych tam, gdzie da się najwięcej zarobić, czyli niekoniecznie na polskiej giełdzie”
Dlaczego mam zaufać komuś, kto nie potrafi udowodnić swojej skuteczności na jednym rynku?
Chciałbym, żeby dziennikarze zadali przedstawicielom OFE kilka pytań. Np. o ryzyko walutowe zagranicznych inwestycji. Co by było, gdyby OFE w połowie ubiegłego roku miały pozycję w walutach? Przypomnę, że fundusze emerytalne nie mogą się zabezpieczać przy wykorzystaniu instrumentów pochodnych. Albo, gdyby miały akcje jakichś banków amerykańskich, albo jeszcze lepiej jakieś obligacje wyemitowane przez te banki?
Jako ilustrację zamieszczam dotychczasowe zaangażowanie OFE na tych pożądanych przez nie rynkach.
Sprawę poruszył dziś Trystero na swoim blogu, nieco z innego punktu widzenia.

Rozumiem, że ekspert z FOR reprezentuje tę grupę, która w symulacjach zakłada, że kupuje się wyłącznie na dołkach, a sprzedaje na górkach. Dla wiadomości Wiktora Wojciechowskiego sugerowałbym sprawdzić, jak wygląda zaangażowanie na naszym rynku akcji przez OFE - czy największe jest na dołkach, czy właśnie przy szczytach? Od razu podpowiem - jest dokładnie odwrotnie. I teraz pytanie do pana eksperta, skoro tak jest to dlaczego Pan zakłada, że zarządzający będą sobie lepiej radzili na rynkach, które znają mniej?